2 grudnia 2006, 13.30 - 15.00 | Pokaz slajdów

NA ANDYJSKICH SCIEŻKACH – BOLIWIA, CHILE, PERU

Anna i Marcin Szymczakowie
fot. Anna i Marcin Szymczakowie

fot. Anna i Marcin Szymczakowie

fot. Anna i Marcin Szymczakowie

fot. Anna i Marcin Szymczakowie

Wschód słońca zastaje nas na wysokości blisko sześciu tysięcy metrów. Mozolne podejście rozpoczęliśmy już cztery godziny wcześniej po to, by najtrudniejszą część lodowca pokonać jeszcze w nocy. Wtedy lód jest twardy, a szczeliny nie tak niebezpieczne jak w ciągu dnia. Wspinaczkę kontynuujemy przez rozległe pola penitentów, czyli tak zwanych śniegów pokutujących. Te ostatnie trzysta metrów jest najtrudniejsze. Nastromienie terenu rośnie. Asekurując się i będąc cały czas związani liną powoli zdobywamy wysokość. Wreszcie po sześciu godzinach od wyjścia z obozu położonego prawie dziewięćset metrów niżej stajemy na wierzchołku. Widoki są wprost niesamowite. Na północy dumnie góruje masyw Ancohumy, wysokiego sześciotysięcznika. Na lewo majaczą w oddali błękitne wody jeziora Titicaca, odległego od nas o dobre sto kilometrów. Patrząc dalej doskonale widać Altiplano, czyli wysokogórski płaskowyż. Widok zamyka, niezwykle rozległe obniżenie. Zdawać by się mogło, że na wyciągnięcie ręki teren gwałtownie opada o pięć tysięcy metrów. To Amazonia. Tam ruszymy następnego dnia…

Tak w kilku zdaniach można opisać nasze przygody na andyjskich ścieżkach. Od tamtej pory Ameryka Południowa kojarzyć nam się będzie z bezkresami krajobrazów Boliwii, kolorowym Peru i obmywanym Pacyfikiem Chile.

Anna i Marcin Szymczakowie

fot. Anna i Marcin Szymczakowie

fot. Anna i Marcin Szymczakowie

Absolwenci Geografii na Uniwersytecie Warszawskim, pracujący jako nauczycielka geografii i kartograf. Ich wspólną pasją są podróże i fotografia. Od kilku lat corocznie organizują wyprawy w różne zakątki świata. Wyjazdy rozpoczęli jeszcze w czasach studenckich szukając nowych przygód. Bo, do czego można porównać nocleg pod północną ścianą Biełuchy w Ałtaju, zimowy Chamar Daban, wspaniałą sylwetkę Piku Pabiedy w Kirgizji, czy wspinaczkę w „czadorze” na szczyt Demawendu w Iranie? Na zawsze zapamiętają Indyjski Tybet, smak herbaty pod szczytem Fuji oraz nurkowanie w Morzu Wschodniochińskim. Jednak spływ w Amazonii rzeką pełną piranii i krokodyli utkwił im najbardziej w pamięci.

Komentowanie jest wyłączone